Prosto spod igły

Patrycja

149.00PLN
Dziś na topie

Patrycja

149.00PLN

Opowieść Lutki czyli proces tworzenia

 
Mam na imię Lutka. Na początku byłam projektem – kilkoma kreskami na kartce papieru, które definiowały mój przyszły, wyjątkowy kształt. Następnie rozpoczął się proces narodzin. Trwało to dość długo, moja cierpliwość została wystawiona na ciężką próbę, ale efekt końcowy spowodował, że szybko o tym zapomniałam. 
Zacznę więc od początku … ja i moje Siostry powstajemy z bawełnianych lub lnianych tkanin  w kolorze ecru lub jasno – beżowym (kolor materiału jest naturalny lub nadany domowym sposobem – przy pomocy herbaty;). Części naszego ciałka krojone są z takiej właśnie tkaniny, potem zszywane, wypychane, potem znowu zszywane w jedną całość. Niektóre z nas rodzą się ze specjalnymi stawami, które pozwalają na poruszanie głową lub ręką.  
Kolejny etap to wizyta u wizażystki i fryzjera. Same wybieramy kolor oczu, ust, piegów, długość i kolor włosów, to czy chcemy mieć kucyka czy po wyjściu z salonu poczuć wiatr w rozpuszczonych włosach. Pani wizażystka do malowania używa specjalnych farb do tkanin, fryzjer wszywa nam włosy z włóczek akrylowych o prostym splocie lub fantazyjnie zakręconych, rzadziej – choć się zdarza – delikatnej włóczki czesankowej. Fryzurę z takiej włóczki wybiera tylko urodzona elegantka. Uwielbiamy ten etap narodzin, choć zabiera nam mnóstwo czasu. Wtedy nasze buzie i fryzury nabierają wyjątkowego dla każdej z nas wyglądu i kształtu, uwidacznia się nasz charakterek. 
Następnie idziemy do krawca i do szewca – tam powstają nasze stroje – sukienki, spódniczki, spodnie, bluzeczki – uszyte najczęściej z tkanin bawełnianych lub lnianych. Powstają tam także sweterki, bolerka na wypadek chłodu i niepogody, zrobione na drutach lub szydełku z bawełnianych i akrylowych włóczek… no i buty. Szewc szyje nam buty na wymiar, najczęściej z filcu, ekozamszu lub po prostu maluje trwałymi farbami do tkanin, które nie zetrą się tak szybko. Kiedy jesteśmy już kompletnie ubrane, wybieramy dodatki: torebki, kapelusze etc. Niektóre z nas chcą mieć przy sobie misia lub laleczkę. 
I tak właśnie powstałam… mieszkam teraz w bardzo przytulnej Pracowni, gdzie opiekuje się mną miła Pani. Jednak przybywa nas coraz więcej i zaczyna się robić ciasno. Czekam więc na zaproszenie do równie miłego i ciepłego domu. Marzę o tym i wyobrażam sobie moment poznania, obopólny zachwyt, uściski, całusy ehhh... W takim domku będę żyła długo i niezwykle szczęśliwie otoczona opieką i troską.
 
Zapomniałabym o naszych współlokatorach – skrzydlatych aniołkach. Nie są one takie miękkie jak ja, ale mają bardzo ciepłe i czułe serca.  Anioły w początkowej fazie narodzin są nieregularną bryłą twardej modeliny, która pod wpływem ciepła rąk miłej Pani i jej wyobraźni mięknie i nabiera całkiem znośnych kształtów. Później moi anielscy Przyjaciele wygrzewają się w piecu i po wystygnięciu oczekują na malowanie, ubieranie, ozdabianie. Kiedy już są gotowe, układane są w pudełeczku i tak jak ja czekają na nowy dom, którego będą strzegły przed nieprzyjemnościami.
 
 
 
Copyright © lutka.pl Powered by Quick.Cart | Informacje o COOKIES | Webmaster: własna witryna